Pierwszy raz z henną za rączkę

 

 

Ten post będzie długi. Chciałabym zawrzeć w nim większość informacji przydatnych przy pierwszym kontakcie z farbowaniem ziołami. Postaram się jednak dobrze zaznaczyć poszczególne części tak, by łatwo było znaleźć to, o co nam chodzi. Zaczynajmy!

Czy kolor wyjdzie, jaki wyjdzie, i co dodać?

To chyba najtrudniejsza rzecz przy używaniu ziół, szczególnie jeżeli wcześniej farbowaliśmy farbami chemicznymi. Jeżeli idziemy do drogerii czy nawet fryzjera, to dostajemy po prostu to, co chcemy, bez żadnego zachodu kolor jest gotowy i tylko kładziemy go na włosy.

W przypadku henny mamy do czynienia z kilkoma podstawowymi kolorami, które później trzeba jakoś połączyć, aby otrzymać wymarzony kolor. Zacznijmy może od prostej palety ziołowych barw i dodatków, które pozwolą nam uzyskać konkretne tony.

color-fan-497001_1920.jpg

Ziołowa checklista zakupowa

Zioła barwiące

  • henna może być bardziej czerwona lub bardziej ruda. Im ciemniejsze są nasze włosy na wstępie, tym bardziej w brąz/mahoń będzie szła
  • indygo/katam dodają niebieskiego/granatowego/fioletowego, w każdym razie chłodnego koloru, który przyciemnia
  • cassia może służyć jako rozjaśnienie/rozcieńczenie naszej mieszanki, ma złoty odcień i nada się do uzyskiwania bardziej rudych oraz jaśniejszych kolorów

Dodatki zmieniające ton

  • amla ochładza kolor, według niektórych nadaje szarawego odcienia- do 25g na 100g ziół
  • kamala jest dodatkiem dodającym czerwienie- około 25g na 100g ziół
  • rubia odpowiedzialna jest za rudo-brzoskwiniowe tony- około 25g na 100g ziół
  • papryka pomaga osiągnąć ciepłe, czerwonawe odcienie- kilka łyżek na 100g ziół
  • kurkuma podbija złoto- kilka łyżej na 100g ziół
  • hibiskus/czerwone drzewo sandałowe nadają malinowego, chłodnego czerwonego odcienia- dość mocny wywar do zalania ziół
  • wywar z obierek z ziemniaków/łupiny orzecha włoskiego/kora dębu pomaga stonować kolor, przygasić, może pomóc w osiągnięciu bardziej naturalnych kolorów w tonacji brązowej- wywarem zalewamy zioła
  • cynamon w małej ilości może przyciemnić kolor- łyżeczka na 100g ziół
  • miód pomaga w osiągnięciu jaśniejszych, pomarańczowych tonów- im więcej tym jaśniejsza mieszanka, optymalnie łyżka na 100g ziół
  • lipa/rzewień/rumianek w mieszance przydatne są jeżeli chcemy uzyskać jasne kolory, mogą nawet nieznacznie rozjaśnić kolor naszych włosów- wywar do zalania ziół
  • zmielone goździki/buraki nadadzą się do ciemnych czerwieni, burgundów i mahoniów- łyżeczka goździków, wywar z buraków do zalania ziół

Dodatki zakwaszające

  • amla jest bardzo mocnym dodatkiem zakwaszającym, sprawdzi się przy zimnych mieszankach- 25g na 100g ziół
  • cytryna to jeden z bardziej wysuszających dodatków, ale jest też najbardziej dostępna-jedna mała na 100g ziół
  • kwasek cytrynowy sprawdza się całkiem dobrze, chociaż może wysuszać- łyżeczka na 100g ziół
  • acerola jest świetnym sposobem zakwaszania dla rudości- 12g proszku na 100g ziół
  • ocet jabłkowy jest dobry do ciemniejszych mieszanek, lecz wysusza- 4-6 łyżek na 100g ziół
  • cream of tartar dobrze działa na mieszanki czerwone, nie jest wysuszający- łyżeczka na 100g ziół
  • sok z jabłek i innych kwaśnych owoców o ile jest kwaśny, nie ma konserwantów, to prawdopodobnie się nada. Soki są zazwyczaj bardzo delikatne i nie wysuszają naszych włosów, a przy okazji łatwo dostępne i fajnie pachną. Jeżeli mamy bardzo kwaśny sok, to wystarczy nam pół szklanki na 100g ziół, a jeżeli nie wykrzywia twarzy, to możemy dodać go więcej
  • napar z hibiskusa ładnie podbija chłodne tony w czerwonych mieszankach- napar z łyżeczki na 150 ml wody jest wystarczający do zakwaszenia mieszanki, przygotowujemy tyle, ile potrzebujemy

Inne ciekawe dodatki i narzędzia

  • siemię lniane/nasiona chia w celu zrobienia glutka. Jest to nawilżający dodatek, który może nam pomóc skontrować działanie kwasku na włosach
  • kozieradka to świetna substancja poprawiająca konsystencję pasty, ma też właściwości odżywiające i dobrze działa na porost
  • mąka ziemniaczana/agar/jakieś sypkie zioła w razie, gdyby nasza pasta wyszła za rzadka. Pamiętajmy jednak, by dodawać je w takiej temperaturze, jaką może mieć papka na naszej głowie w celu uniknięcia nagłej zmiany konsystencji. Sypkie zioła mogą natomiast przywierać do naszych włosów, więc stosujmy je w ostateczności
  • folia spożywcza i inne reklamówki są niemalże niezastąpione w kwestii wygody, jeżeli chodzi o zabezpieczenie pasty na głowie i kiedy odkładamy ją, by wypuściła barwnik. Używajmy ich jednak ostrożnie, bo niektórzy mogą mieć na nie uczulenie lub dostać odparzenia, szczególnie jeżeli będą owinięte mocno wokół włosów
  • czapka, której nie jest nam szkoda zapewni paście ciepło i powstrzyma przypadkowe przecieki przed wędrowaniem po naszej szyi
  • woda demineralizowana dostępna jest w większych marketach czy na stacji benzynowej. Przyda się szczególnie jeżeli w domu mamy twardą wodę- nie jest bezwzględnie konieczna, ale może pozytywnie wpłynąć na naszą mieszankę i wykluczyć wpływ twardej wody na miksturę
  • cienkie rękawiczki lateksowe lub z innej gumy, najlepiej takie z apteki, ponieważ bardzo dobrze przylegają do dłoni i nie upośledzają naszej motoryki.
  • fajna, szeroka miska, z której będzie nam dobrze wybierać pastę, coś do mieszania, coś do zabezpieczenia stanowiska, jeżeli mamy taką możliwość to dodatkowe lusterko tak, byśmy mieli kontrolę nad tym, co dzieje się z tyłem naszej głowy. Wszelkie powstałe plamy dobrze zejdą z plastików, metali i innych tego typu powierzchni, ale uważajmy na bawełniane ubrania, ręczniki, a także na ręce.

Powyższa lista może wydawać się przytłaczająca, ale nie o to chodzi. Są to po prostu możliwości, które możemy wykorzystać albo i nie, farbując ziołami. Nie trzeba lecieć do sklepu zielarskiego i kupować od razu wszystkiego, co może nam się przydać- najpierw zaopatrzmy się w podstawę, czyli w mieszankę henny, cassi i indygo w zależności od tego, jakiego koloru potrzebujemy, a dodatki wprowadzajmy powoli, jeżeli podstawowy miks nie będzie działać i będziemy chcieli poeksperymentować lub coś dopracować. Warto też zdecydować się na jakiś delikatny środek zakwaszający tak, byśmy nie mieli problemu z wysuszeniem włosów.

Najważniejszym elementem przy wybieraniu tego, czym będziemy się farbować, jest zdanie sobie sprawy z kilku elementów:

  1. Jaki jest nasz wyjściowy kolor– od tego w dużej mierze będzie zależał efekt wyjściowy. Zioła, nawet z rozjaśniającymi dodatkami, nie dadzą rady znacznie rozjaśnić naszego koloru, więc jeżeli bardzo chcemy jaśniejszy kolor, to musimy zastanowić się nad kąpielą rozjaśniającą, lub powoli dążyć do wymarzonego koloru naturalnie przy pomocy kwasków lub rzewienia. W przypadku dużej zmiany koloru z bardzo jasnego na bardzo ciemny starajmy się farbować etapami, aby mieć lepszą kontrolę koloru- łatwiej jest go przyciemnić niż rozjaśnić, szczególnie jeżeli używamy indygo.
  2. Jaki kolor chcemy osiągnąć– i pod to dobierać zioła, mieszanki, czas trzymania i inne tego typu sprawy. Nie należy się zniechęcać i uznawać, że „zrobię kolor X, bo Y nie wyjdzie”, bo należy marzyć dużo i się nie poddawać- bo jeżeli zaczniemy działać teraz to za dłuższy czas możemy osiągnąć wymarzone efekt, a jak nie spróbujemy, to nie osiągniemy go nigdy.
  3. Na ile jesteśmy zdecydowane na kolor– w przypadku chłodnych mieszanek, czerni i brązów, gdzie używamy indygo, trzeba się liczyć z tym, że w związek z indygo wchodzimy aż to ścięcia barwnika. Można bawić się w rozjaśnianie, korekcję koloru, jednak lepiej się najpierw zastanowić, czy jesteśmy pewne koloru. W przypadku innych ziół nie ma takiej obawy i możemy się z nich wycofać, o ile nasze mieszanki są czyste i nie zawierają dziwnych dodatków. Więcej o tym w poprzednim poście.
  4. Jaki jest nasz stan włosów– włosy farbowane, zniszczone chemicznie będą zupełnie inaczej reagować na zioła, niż dziewicze pasma. Dobrze jest się przygotować do farbowania, odżywić wcześniej włosy tak, aby kolor był jak najbardziej nasycony. Włosy niskoporowate mogą chociaż nie muszą być bardziej odporne na farbowanie, ale jak już złapią pigment to będzie w porządku. Włosy średnioporowate są najbardziej neutralne i raczej nie ma z nimi problemu. Włosy wysokoporowate bardzo ładnie łapią pigment. Porowatość włosów zmniejsza się wraz z hennowaniem, a skręt może chociaż nie musi ulegać zmianie na większy lub mniejszy.
  5. Czy mamy odrost, jaki mamy odrost i co chcemy z tym faktem zrobić– znaczy się zaplanować nasze działania jeżeli chodzi o przyszłość. Jeżeli mamy ciemny odrost, a chcemy jasne rude włosy, to da się to zrobić, ale warto na bieżąco i delikatnie go rozjaśniać, a nie obudzić się po pół roku i robić wszystko na raz- po pierwsze wygląda estetyczniej a po drugie lepiej da się to kontrolować. Jeżeli mamy jaśniejszy odrost to warto sobie uświadomić, że te włosy będą inaczej łapać zioła niż cała reszta i że po osiągnięciu wymarzonego koloru wypadałoby tylko odrost traktować pełną mieszanką, a na całą resztę wystarczy nam gloss w celu odżywienia koloru.

grocery-list-1670408_1920.jpg

Co i gdzie mam kupić?

Najważniejsze, w co musimy zainwestować w przypadku farbowania ziołami… To zioła. Szczególnie te podstawowe, odpowiadające za kolor. Kupujmy je ze sprawdzonych firm lub te polecane i wypróbowane już przez kogoś. Dobrze jest brać zioła w większych paczkach, nie polecam malutkich saszetek bo wychodzi drożej.

Dobrymi i sprawdzonymi firmami będą Khadi, Swati czy Orientana, które są sprawdzone, produkują na Europę i ich produkty powinny spełniać wszystkie standardy i być czyste- chociaż płacimy za to dodatkowo, to w przypadku uczuleń i wrażliwości skóry warto zainwestować w coś bardzo pewnego. W Polsce dystrybucją ziół zajmuje się też Pole Henny, u której na pewno dostaniemy dobre produkty.

Jeżeli chodzi o konkretne miejsca, to ze swojego doświadczenia polecam napieknewlosy oraz littleindia, a w kwestii dodatków magicznyogród a także rani-art

Oczywiście na internecie są też inne sklepy, a henna sprzedawana jest na allegro, jednak trudno jest mi podawać linki i polecać miejsca, których nigdy nie używałam. Pamiętajmy tylko o zdrowym rozsądku!

W kwestii zakwaszaczy i dodatków na początku uważam, że najlepiej ograniczyć się do minimum lub tych składników, które są dla nas łatwo dostępne, tanie i wiemy, że je zużyjemy- jeżeli zaczynamy dopiero przygodę z farbowaniem ziołami, bez sensu byłoby kupić sporą ilość czegoś, żeby później sobie tylko stało, bo nam nie podeszło. Wydaje mi się też, że na samym początku rozrobienie mazi i nałożenie jej na włosy jest już wystarczająco stresujące i skomplikowane, że dodawanie do procesu innych elementów tylko nas niepotrzebnie zestresuje, a efekty będą na tyle subtelne, że można się bez nich obejść.

Mini niezbędnik- w co warto się zaopatrzyć?

  • henna, indygo, cassia lub mieszanka tych ziół w zależności od potrzeb
  • dodatek, który nam się wyjątkowo podoba i uważamy, że dobrze nam zrobi
  • coś do zakwaszenia
  • woda demineralizowana z marketu lub stacji benzynowej
  • opcjonalnie kozieradka

Jest to takie minimum, żeby nie zwariować, bo kiedy wejdziemy w świat tych wszystkich fajnych rzeczy i one tak fajnie brzmią i my chcemy wszystko wypróbować… To to nie wyjdzie, bo się zgubimy zanim zaczniemy.

Mała dygresja czy też zaznaczenie. Hennę i inne zioła można między sobą dowolnie mieszać. Różne zioła różne firmy. Oczywiście z głową i wedle tego, jak się to powinno, aby każde oddało całe swoje dobro, jednak nie należy się obawiać, że henna z firmy X i Y się pogryzą, bo to generalnie roślina, w dodatku taka sama, a nie piesek… No i tak jakby umarła dla nas i ją zmielili.

Jak zacząć?

To będzie proste. Mianowicie najlepiej się zaczyna, faktycznie coś robiąc. Nie czekajmy na znak w gwiazdach i idealne połączenie planet. Jeżeli mamy wolny wieczór i następnego dnia z samego rana nie musimy nigdzie iść i w ciągu kilku najbliższych dni nie mamy Bardzo Ważnego Spotkania, to weźmy ziele w dłoń i stańmy z nim twarzą w twarz.

Chwila wolnego na nałożenie mazidła na włosy i chodzenie z nim po domu a także brak ważnych rzeczy w najbliższym czasie zapewni nam komfort psychiczny i nie będziemy się zastanawiać „A co się stanie jak na randce z facetem moje włosy zamiast płatkami róż będą walić koniem?” ani „A co jeżeli listonosz mnie zobaczy w czapce w środku lata ze spływającym z czoła rudym potem?”. To nie znaczy, że nasze najgorsze scenariusze się spełnią, tylko że odejmiemy sobie stresu, zapewniając sobie chwilę dla siebie.

Swoją droga, nic lepiej nie komplementuje błota na głowie przykrytego czapką, jak soczyście zielona maseczka na twarzy i te śmieszne nawilżające worki na stopy. Dodatkowe punkty za uroczy szlafrok!

Także jeżeli mamy już wszystko zakupione i tylko czeka, żebyśmy się za to zabrały, to nie dajmy się prosić, miski w dłoń i mieszać!

puppy-1022421_1920.jpg

Przygotowanie włosów do zabiegu

Najważniejsze w przygotowaniu włosów do farbowania ziołami jest to, by włosy były jak najbardziej „nagie” tak, by zioła miały wolny dostęp do nich i spokojnie mogły się z nimi połączyć barwnikiem.

Jeżeli mamy w domu twardą wodę, lub nasze włosy są bardzo jasne, albo na co dzień używamy tylko bardzo delikatnych metod oczyszczania włosów, to przyda nam się maska chelatująca by oczyścić włosy z minerałów i innych rzeczy, które mogły się na nich osadzić, by być pewnym, że nie będzie jakiejś niespodzianki.

Bezpośrednio przed nałożeniem ziół potrzebujemy również oczyścić włosy z silikonów i w ogóle.. Oczyścić. W tym celu wybieramy jak najprostszy, oczyszczający szampon zawierający SLS lub SLes, nie zawierający silikonów (będzie przeźroczysty) i Polyquatów, natomiast dobrze, jeżeli będzie miał EDTA. Jest to dość radykalny krok, ale pozwala na otwarcie ziółkom drogi do włosów.

Jest tylko taki problem, że jeżeli sobie z marszu umyjemy dwukrotnie szamponem włosy a później nałożymy dość tępą substancję na włosy, w międzyczasie mierzwiąc je to tu to tam, to jak wypłuczemy z włosów maź (znów trzepiąc żeby wszystko zeszło), to zostaniemy z jednym wielkim suchym i trudnym do rozczesania kołtunem, którego ni to zaodżywkować, ni to umyć ani w ogóle najlepiej nie ruszać. Ale nie bójcie się! I na to jest sposób.

  • Przed myciem dokładnie rozczeszmy włosy w tę stronę, w jaką będziemy je myć i nakładać mieszankę. Ja preferuję wszystko robić w dół, więc i tak robię, ale jeżeli błoto na włosy będzie wam ktoś pomagał kłaść, to być może lepiej będzie robić to głową w górę.
  • Włosy myjemy delikatnie, skupiamy się na skórze, ale nie trzemy jej z zawzięciem, bo nie jest aż tak brudna. We włosy pianę delikatnie wgniatamy, nie trzemy, nie pierzemy włosów
  • Po umyciu odsączamy większość wody tak, by nam nie kapała, ale żeby włosy nadal były wilgotne. Nakładanie ziół na wilgotne włosy jest łatwiejsze i bardziej ekonomiczne i mieszanka magicznie nam nie wysycha i nie odłazi, bo nasze włosy już są wilgotne. Nie stosujemy masek, mgiełek ani nic w tym stylu- nie za pierwszym razem. Za pierwszym razem chcemy, żeby wszystko się złapało jak najlepiej, więc nie zgłaszajmy się na ochotnika, by obniżyć te szanse.

W ten sposób przygotowane włosy na pewno wyciągną z mieszanki tyle, ile tylko będą w stanie.

Mieszanie ziół

O tym będzie bardzo krótko, bo i nie ma o czym się rozpisywać.

Najpierw łączymy wszystkie suche składniki. Jeżeli czegoś dosypujemy, to to jest ten moment, kiedy należy dosypać. Upewnijmy się, że w naszej mieszance nie ma żadnych bryłek i nic się dziwnie nie zbiło, a proszki są ładnie razem wymieszane- to znacznie usprawni naszą pracę.

Później łączymy lub robimy to, co będzie ciekłe. Jeżeli wywar, to robimy wywar, jak zakwaszamy to od razu- to także ułatwi nam pracę. Sama najczęściej zakładam, że na 50g ziół zejdzie mi około 250 ml płynu, ale to wszystko zależy od tego, jakie mamy zioła i nie warto jest sugerować się takimi proporcjami, bo każda mieszanka jest inna.

Do suchych składników powoli wlewamy mokre. Jestem fanką bardzo powolnego dodawania wody, ponieważ łatwiej wtedy miesza się miksturę i nie pojawia się duży problem z grudkami, których nie było, a nagle są. Taka metoda zmniejsza również prawdopodobieństwo ukręcenia zbyt rzadkiej papki. Jeżeli jednak nam się uda, to dodajemy wcześniej wymienionych składników- nasza wymarzona konsystencja jest kremowa, przypomina gęstą śmietanę, ale nie taką, która zachowuje swój kształt podczas trzęsienia ziemi.

O ile odstawiamy naszą mieszankę, to przykryjmy ją folią lub włóżmy do reklamówki. Im cieplejsze miejsce, w które odstawimy ziółka, tym szybciej puszczą barwnik.

IMG_20170623_234810

Nakładanie błotka na głowę i zmywanie

Bez znaczenia, czy mieszankę nakładać będzie nam ktoś, czy my sami, dobrze jest rozsądnie gospodarować mieszanką. Całość włosów powinna być pokryta równomiernie i w miarę grubo, ale nie tak, żeby z każdej strony mieszanka zlatywała i kapała.

Możemy wziąć się za to na dwa sposoby: albo robimy najpierw odrost a później długość, zafarbowane pasma „odkładając” z boku, nie na głowie i na koniec zawijając w ślimaka, albo ślimaka tworząc po kolei, każde zafarbowane od odrostów aż po końce pasmo zawijać po kolei wokół poprzedniego. U mnie metoda ślimaczkowa nie sprawdza się o tyle, że mam później na głowie jeden wielki kołtun, bo mam za dużo włosów i zanim skończę nakładać hennę, to ślimaczek zdąży mi się ześlizgnąć kilka razy i ciągłe poprawianie powoduje kołtunienie się włosów. Są jednak osoby, którym ta metoda bardzo służy.

Wszystko zależy od długości naszych włosów, umiejętności i po prostu jak nam będzie wygodniej. Uważajmy jednak i nie trzyjmy pastą o włosy. Jest ona troszkę jak peeling i nie chcemy mechanicznie uszkodzić sobie włosów. Dobrze jest brać małe pasma, od razu „rozłożyć” je na ręce i powoli prowadzić pastę wzdłuż, ewentualnie delikatnie wmasowując.

Cały czas miejmy gdzieś z tyłu głowy, by nie kołtunić włosów, bo może być, że na samym początku po zmyciu będą sztywne i trudno będzie je rozczesać, więc nie chcemy dodawać sobie roboty.

No i niech nam nie przychodzi do głowy czesanie włosów, na których jest henna. Kiedyś chyba o czymś takim przeczytałam i aż mi się we włosy źle zrobiło.

Po nałożeniu mieszanki zawijamy się folią, reklamówką, czy też nakładamy coś na głowę, a na to czapkę i czekamy tyle, ile nam się wymarzy.

W kwestii zmywania znów tak samo- unikamy tarcia, mierzwienia włosów, starajmy się je gładzić i delikatnie uwalniać z pasty. Przyda nam się prysznicowa główka z opcją masażu lub perlatorem- w większości przypadków jeżeli nie mamy wyjątkowo tępych ziół, ciśnienie wody powinno same spłukać wszystko z włosów.

Jeżeli oszczędzamy wodę lub wydaje nam się, że możemy mieć problemy, zamiast zabierania się za płukanie włosów bieżącą wodą, możemy najpierw je w wodzie zamoczyć. Sprawdzi się w tej metodzie zwykła miska z wodą- chociaż dobrze, by była nieco większa tak, by można było do niej wlać sporo wody i zmieścić włosy- albo nawet po prostu napełniona wodą wanna. Po takim moczeniu i tak jednak dobrze jest dokładnie przepłukać włosy pod wodą bieżącą.

… i płuczemy tak długo, aż woda przestanie być kolorowa, aż wszystkie włosy będą sprawiały wrażenie „położonych” po skalpie a niekoniecznie sterczących, aż nie będziemy widzieć żadnych dodatkowych ziarenek ziół spływających z włosów czy też aż włosy będą bardziej śliskie niż tępe.

Później dobrze jest wykonać płukankę- możemy użyć płukanki octowej, z glutka lnianego lub wody ryżowej, w zależności od tego, co uważamy, że najlepiej się nada. Najpopularniejszy jest sposób na glutka, bo oprócz nawilżenia zapewnia nieznaczny poślizg, który później pomaga w rozczesaniu włosów.

Z czesaniem zaczekajmy do wyschnięcia włosów, chyba, że chcemy to zrobić delikatnie rękami, bo wtedy włosy nie będą się tak czepiać naszych narzędzi. Bądźmy cierpliwi, szczególnie jeżeli nasze włosy zazwyczaj są traktowane maską lub odżywką po myciu, zioła nie zastąpią olejów i silikonów, więc ich powierzchnia na pewno będzie inna.

cherry-1044166_1920.jpg

A na koniec co?

W przypadku henny i indygo dobrze jest poczekać 48h z nakładaniem na włosy w sumie czegokolwiek, chyba, że to typowe naturalne humektanty, gdzie jest tylko nawilżenie- typu glutek. Cassia nie potrzebuje utlenienia, by działała, łączy się z włosami tak czy inaczej, więc po niej możemy nałożyć maskę lub odżywkę, ale unikałabym takich silikonowych i proteinowych.

Po 48 godzinach myjemy włosy normalnie, na tym poziomie już raczej to, co się miało przyłączyć, to się przyłączyło i nie zrobi to wiele znaczenia, czy umyjemy sobie głowę mocnym czy delikatnym szamponem.

Pielęgnacja włosów barwionych ziołami

Według mnie, biorąc pod uwagę, jak silnie henna łączy się z włosem, nie trzeba nam specjalnie zmieniać pielęgnacji, jeżeli pielęgnacja w naszym życiu istnieje. To znaczy: jeżeli jesteśmy świadomi potrzeb swoich włosów, jesteśmy w stanie je odczytać i na nie odpowiedzieć. Nie potrzebujemy specjalnych odżywek i masek i delikatnych szamponów ze względu na włosy, bo wiązanie chemiczne między keratyną a lawsonem będzie silniejsze od środka powierzchniowo czynnego.

Jeżeli pielęgnacji jako-takiej nie mamy, to warto by z henną ją zacząć. Kilka ważnych rzeczy:

  • Włosy traktowane ziołami potrzebują nawilżenia, które trzeba zamknąć. Najłatwiejszy sposób to olejowanie na podkład nawilżający- chociażby wodę z miodem. Olej dobieramy do swojej porowatości, a jak nie jesteśmy pewni, to oliwa z oliwek jest dość neutralnym sposobem, maska 7 olei z Nacomi również wydaje się być uniwersalna.
  • Proteiny są naszymi przyjaciółmi. Pomogą w odświeżeniu i nasyceniu koloru, a także w tym, by przy kolejnych aplikacjach kolor lepiej się łapał naszych włosów. Warto się do tego zastosować nawet, jeżeli wcześniej się z proteinami nie lubiliśmy- teraz może być zupełnie inaczej.
  • Za delikatny szampon skóra nam podziękuje. Od czasu do czasu warto jest odstawić mocno oczyszczający szampon, bo aż takie brudne nasze włosy nie są.
  • Skoro mamy już piękne i zadbane włosy, warto pamiętać o tych, których jeszcze nie ma. Dobra dieta, a także wcierki, czy chociażby masaż skóry głowy przyczynią się do tego, że włosy będą rosły mocne i zdrowe.

W celu utrzymania efektu kolorystycznego, jeżeli osiągniemy już swój wymarzony kolor, możemy używać glossów. Gloss jest to po prostu mniej intensywna mieszanka, oparta na odżywce, która nie da nam takiego kopa i pigmentu, ale ładnie odświeży kolor.

Jak w przypadku generalnie włosów farbowanych, kwaśne płukanki nie tylko zamkną łuski włosa, ale mogą też wydobyć z nich blask.

Wszelkie płukanki, szampony i odżywki korygujące kolor, na przykład ochładzające lub podkreślające rudości działają również w przypadku ziół, chociaż nie polecam ochładzania rudości płukankami do ochładzania blondów. Próbowałam i nic dobrego z tego nie wyszło 🙂 Możemy też spróbować płukanek przyrządzonych z wywarów podanych na samym początku, bo często mogą dać efekt kolorystyczny nawet, jeżeli nie damy im długo pracować.

Kiedy będzie widać pogrubienie i dlaczego kolor się zmywa?

Pogrubienie na włosach zaczyna być widać mniej-więcej w tym samym czasie, kiedy kolor przestaje „uciekać” z włosów- w zależności od włosów może być to od 3-5 aplikacji, a czasami więcej. Wielokrotne aplikacje ziół w niedługim odstępie czasu niczym nie grożą, więc jeżeli nie jesteśmy zadowoleni z efektów, to je maltretujmy aż nam wyjdzie. Co najwyżej będzie trzeba je trochę bardziej niż normalnie nawilżyć.

Po tym czasie powinno być zacząć widać pogrubienie i wzmocnienie włosa, a pewien stopień zabarwienia nie będzie schodził przez około miesiąc a nawet dłużej- co najwyżej kolor może lekko matowieć albo tracić blask.

Ważne też jest, aby na siłę nie nakładać cały czas intensywnej mieszanki na całe włosy, bo w ten sposób kolor będzie coraz ciemniejszy. Farbujmy odrosty, stosujmy glossy, rozcieńczajmy hennę cassią. Możemy papkę nakładać na krócej, a może wymieszać więcej dodatków niż ziół barwiących. To nie tak, że zawsze i za każdym razem henna musi ciemnieć- a nawet jeżeli, możemy spróbować ją rozjaśnić.

Wiele pomocnych dusz, przepisów, porad i efektów znajdziecie na hennowej grupie i blogu Justyny, które znajdziecie w linkach w menu po prawej.

A czy Wy mieliście jakieś jeszcze wątpliwości przed pierwszym farbowaniem? A może nadal jakieś macie?

3 uwagi do wpisu “Pierwszy raz z henną za rączkę

  1. Cenne info, jak dobrze, że ja się nie boję ciemnienia 🙂 jedyne wymaganie, to żeby henna nie wyszła pomarańczowo – im bardziej uda mi się przesunąć w stronę czerwieni, tym lepiej 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s